Przed pracą postanowiłem zatrzymać się nad rzeką, żeby nabrać trochę dystansu do świata i świeżego powietrza.
Stojąc nad wodą i patrząc wzdłuż rzeki w dal, w stronę pochylni, zdałem sobie sprawę, że moje życie to ciągłe czekanie. Gdy coś, na co czekałem, ziści się, bądź przestaję na coś czekać, zawsze pojawia się coś innego.
Ot, taka tam refleksja, ani wesoła, ani specjalnie smutna.
Zebrawszy się w sobie dosiadłem konia i ruszyłem do roboty przez stare miasto.
W pewnej chwili zdałem sobie sprawę, że jadę na pamięć jednokierunkową pod prąd. Było za wąsko, żeby zawrócić, a że motocykl zajmuje mało miejsca na drodze, pojechałem dalej przytulając się do krawędzi jezdni, żeby jadący z przeciwka nawet mnie nie zauważyli. Wtedy, z kolei, przypomniałem sobie, że na tej ulicy strasz miejska ma kamery (dostałem kiedyś bilecik za parkowanie). Tak się tym przejąłem, że nie zauważyłem, iż przejeżdżam właśnie na czerwonym. Zatrzymałem się za światłami, praktycznie na przejściu dla pieszych, ale jeszcze przed skrzyżowaniem.
Teraz czekam na list polecony.


szyper 05.11.2013, 14:13

Jacuś, przecież Ty jesteś w tym lepszy ode mnie.

jacy 02.11.2013, 17:10

muszę się od Ciebie nauczyć nabierać dystansu do świeżego powietrza.

jacy 02.11.2013, 08:26

to aż do Ciebie niepodobne. zupełnie